„We’re on the blue line!”, czyli nie umiemy w GPS-y.

Jako że zbliżam się ostatnio do trzydziestki, postanowiłem zrobić coś z tym swoim życiem. Nie bardzo wiedziałem jednak co, więc wpisałem w guglach „co robić w życiu?” i trafiłem na TEDx Jacka Walkiewicza pt. „Pełna moc możliwości”. Dowiedziałem się, że warto kupić kampera. Niestety, biorąc pod uwagę liczbę lajków i subskrybentów, nie jestem zbyt potężnym influencerem, więc hajsy mi się trochę nie zgadzały, a żaden z producentów jakoś nie wysłał mi najnowszego modelu do zrecenzowania. Pozostał tylko wynajem za mamonę.

14102521_10210358257451701_1743713587691298297_n

Walkiewicz miał rację co do jednego – nawet jeśli warto mieć kampera, to nie do końca się to opłaca. Za dutki, jakie sobie krzyczy więkoszość właścicieli, możnaby spokojnie ogarnąć samolot i hostel w każdym z miejsc, do których umiem dojechać samochodem. Marzenia są jednak po to, żeby je spełniać, a przynajmniej tak mówią w reklamach banków, więc po dwóch miesiącach poszukiwań znalazłem Hyundaia, którego cena w końcówce sezonu nie wywołała u mnie wrzodów.

14102170_10210358244011365_6436496793417025550_nWyjechaliśmy w piątek: ja, Livia, Klaudynka i Jose. Hajp był mocarny, bo każdy pierwszy raz jechał kamperem, a mieliśmy w nim spędzić trzy nocki na festiwalu folkowym Pannonica tutałsentsikstin. Po drodze wzięliśmy dwójkę autostopowiczów, którzy popełnili błąd i wsiedli. Nie wiedzieli jeszcze, że będąca moim pilotem Livia wśród kwintyliona swoich zalet nie posiada jednak zupełnie orientacji w czasoprzestrzeni. Tak jakby nie koreluje jej się mapa ze światem przedstawionym w utworze, a dodatkowo GPS w jej telefonie trochę się wiesza. Jechałem zatem głównie z pamięci i po niejakich dwóch godzinach zorientowałem się, że azymut ze Starego Sącza przesunął nam się na Bielsko-Białą. W Wadowicach autostopowicze zasugerowali, że wolą wysiąść wcześniej, ale nas się tak łatwo nie opuszcza. Zawróciłem i wysadziłem ich dopiero w Mszanie Dolnej, oni zaś w zamian za dwie godziny wyjęte z życia odwdzięczyli się mylnymi wskazówkami na dalszą drogę. Pilotował mnie już wtedy jednak Jose i marne ich knowania spełzły na niczem.

Na miejsce dotarliśmy w samo południe odkrywając, że szumnie reklamowane pole kempingowe składa się w gruncie rzeczy z gruntu. Brak wody nas nie wzruszył, bo na Woodstocku się bywało a i nieopodal płynął Poprad, ale brak prądu drastycznie zmniejszył wydajność naszej lodówki. Wiedzieć Wam trzeba, że w planie było codzienne barbekju i tucznika nawieźliśmy byli w ilościach hurtowych. Teraz te wszystkie opakowania zaczynały puchnąć i trzeba było z marszu smażyć karkówę w pełnym słońcu.

14102731_10210358256971689_4449668186333537245_n

Na szczęście właściciel stojącej nieopodal zagrody z kozłami najebał się i zaczął wszystkim rozdawać lody za friko, co przyniosło niejaką ulgę w popołudniowym skwarze. Kwestię deseru rozwiązały dziewczęta odkrywając stoisko barcickiego koła gospodyń wiejskich, gdzie lokalne ciocie i babcie po dwa złocisze sprzedawały ogromne połacie cieplutkiej szarlotki. Na kolację zaś poszliśmy do jedynego chyba baru w okolicy, który nazywał się bodajże „Zapraszamy od 10.00 do 22.00”. Znalazłem tam coś, czego nie widziałem chyba od zeszłego stulecia, czyli piwo butelkowe po cztery peeleny. Do tego mieli jeszcze jajecznicę z trzech jaj w tej samej cenie, a na wystawce obok bombonierki ‚Pasjonata’ prężył się litr Baryłki Mocnej o smaku Gorzkim.


Pierwszego wieczoru, po paru kielichach gruzińskiego wina poszliśmy w balety i Klaudynka została oficjalną groupie każdego z piętnastu członków serbskiego zespołu instrumentów dętych. Wbrew wszelkim moim oczekiwaniom spędziła jednak noc w kamperze, za to Jose mruknął coś o starych ludziach kładących się o północy i zniknął. Wrócił nad ranem. Dnia następnego poszliśmy na Poprad, gdzie dołączyli do nas Filip i Ula, a zaraz potem drugi Jose, Alicja i Edyta. Pierwszy Jose i Livia udzielili też Panu Reporterowi wywiadu w języku polskim, stwierdzając iż „to bardzo fajna festival, jestesmy tutaj z kolegi, tańczyć, bawić, jest bardzo dobre”. Jak tylko znajdę nagranie, to zamieszczę.

Wieczorem pękła cytrynówka i zrobiliśmy pociąg z dwudziestu osób udowadniając wszystkim dookoła, że na festiwalach nie warto zostawiać rzeczy na ziemi. Gdy dnia trzeciego wczesnym rankiem weszliśmy do gastronomii „Zapraszamy”, lokalna ludność polewała już drugą flaszkę, a wszystkie stoliki były zajęte. Dosiedliśmy się zatem do wąsatego gospodarza, który to po browarze zaoferował Jose naukę polskiego w tydzień, zaś Filipowi „słoik z takim czymś, czego to on jeszcze na pewno nie jadł”. Odmawialiśmy z bólem serca przez następne dwadzieścia minut.
14188367_1259945320711899_4119956843893934894_o
Tuż przed powrotem wstąpiliśmy na obiad do Piwnicznej, gdzie Edyta zapytała w lokalnej restauracji, jak dotrzeć do jakiejś dobrej restauracji. Dzięki otrzymanym wskazówkom odbyliśmy godzinny spacer, który zaprowadził nas dokładnie w to samo miejsce. Drugi raz nie pytaliśmy, wcięliśmy co było i zawinęliśmy się z powrotem. Później dowiedziałem się, że gdy my jedliśmy placki ziemniaczane, w kościele pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny grano koncert na sto mandolin. Wszystkiego jednak w życiu mieć nie można.

Reklamy

3 thoughts on “„We’re on the blue line!”, czyli nie umiemy w GPS-y.

  1. I tak się trzeba bawić;) Ja w sumie to nie używałem dżipiesa twierdząc, że natura podróżnika plus niekatulana mapa kraju nad Wisłą wystarczy, nawet jeżeli wiązało to się z setką dodatkowych kilometrów. Ale odkryłem „janosika” a jako nieposiadacz „si-bi”, ta aplikacja po prostu pozwala trochę zaoszczędzić i punktów zredukować (w sensie nie gromadzić więcej). A wracając do meritum też przeżyłem ostatnio travelerską przygodę, albowiem spałem ze szwagrem w ogórdku teściowej pomiędzy różami mamusi a machorką tatusia

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s