Zagubiłem się w mieście

Jeśli uważasz, że wszystko jest możliwe, spróbuj zapłacić kartą w Biedronce.

Ten tekst jeszcze parę lat temu sprowadzał na ziemię każdego coacha rozwoju osobistego i pokazywał, że wszechświat to twarde, zimne miejsce, które rządzi się swoimi bezlitosnymi prawami. A potem Biedronka zamontowała terminale i okazało się, że limitem jest niebo gwiaździste nad nami i nie jest to żaden kant. W ten weekend udało mi się podważyć kolejną ze stałych kosmicznych – zgubiłem się w Ustrzykach Górnych. Ale od początku.

W każdym związku co jakiś czas któraś ze stron zrywa zasłonę milczenia i wyjawia jakiś mroczny sekret. Najpierw Livia powiedziała, że nie widziała Fight Clubu. Był to spory cios, ale ja w końcu mogłem wyznać, że nie obejrzałem E.T. Terminatora już nie mogłem jej jednak odpuścić, za co ona zapoznała mnie z Ratatuj. Gdy okazało się jednak, że moja osobista dziewczyna nigdy w życiu nie spała w namiocie, zawyły syreny, rozstąpiły się niebiosa, a Windows 10 przerwał instalację stwierdzając, że są jednak w życiu jakieś priorytety.

W Bieszczady pojechaliśmy samochodem, bo uznaliśmy, że autostop i namiot w jeden weekend to zbyt duży hardkor. Udało nam się zabrać po drodze dwóch włóczykijów, dzięki czemu nabiliśmy punkcików w programie lojalnościowym wszechświata. Planowałem dojechać w piątek, zrobić jakąś Rawkę na rozgrzewkę, a w sobotę wykonać już zasadniczą jednostkę treningową przechodząc te całe Bieszczady w ogóle. Jakoś tak się jednak złożyło, że w Sanoku wpadliśmy obejrzeć Beksińskiego, potem zjedliśmy obiad i w Ustrzykach byliśmy koło 18.00. Padł co prawda pomysł obejrzenia zachodu słońca z jakiejś fajnej górki, jednak Livia dokonała przełomowego w jej miejskim życiu odkrycia: po zachodzie słońca w górach bywa ciemno.

20160729_194135

Poszliśmy spać kole 22.00, by z pierwszym świtem wyskoczyć z namiotu, wykonać poranną gimnastykę i jak najwcześniej wyruszyć w góry. W rzeczywistości zwinęliśmy namiot dopiero koło 10.00, co skutecznie ograniczyło moje zakusy i zmusiło do przejścia na tzw. plan minimalny. Livia miała zostać prawdziwym bieszczadnikiem i po obu połoninach w zeszłym roku w końcu porwać się na legendarną Tarnicę. Wcześniej mieliśmy zahaczyć o Rozsypaniec, bo tam bilety tańsze, ale najsamprzód trzeba było dojechać do Wołosatego.

20160730_122637

Żaden problem, w końcu Ustrzyki to tak naprawdę jedno skrzyżowanie z drogą podporządkowaną, prawda? Tak mi przynajmniej wynikało z szybkiego rzutu okiem na mapę przy kempingu, więc zaraz za sklepem skręciłem w lewo i pojechałem aż do końca. Koniec co prawda nadszedł zaskakująco szybko, ale wytłumaczyłem to sobie mocą naszego Punciaka i moimi skillami za kółkiem. Na moje usprawiedliwienie mogę też powiedzieć, że gdy prosiłem o dwa bilety na Rozsypaniec, pani w budce przyjęła dukaty bez słowa.

20160730_125555

A mogła przecież nadmienić, że było to jakieś 30 kilometrów, czyli 10 godzin marszu w górach dalej. Dotarło to do mnie po pięć minut później, gdy już na szlaku natknęliśmy się na znak „Szeroki Wierch – 2h 30min”.

Sześć godzin później, wracając meleksem z Wołosatego do Ustrzyk, wciąż płakałem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s