Multi-kulti, czyli gwałt na pizzy

Wykąpaliśmy się i opuściliśmy takoż sadzawkę, jak i polskiego Urugwajczyka. Następnie poszliśmy na plażę, wykąpaliśmy się raz jeszcze, pościgaliśmy się z siri (taki pomniejszy krab) i poszliśmy oglądać ichniejsze Żuławy. Na drugim końcu plaży jakaś rzeka wpadała do oceanu, przy czym fal najwyraźniej nikt o tym nie poinformował. W rezultacie ocean też trochę wpadał do rzeki, bo jakieś dwadzieścia metrów wgłąb woda dalej była słona. Wiem, bo sprawdziłem. Na zdjęciu nie ma sześciopaka, bo jestem po sporej feijoadzie zakupionej u dziadzi na plaży.

Następnego dnia wybraliśmy się na jedną ze „stu najpiękniejszych plaż na świecie”. Mam wrażenie, że tym tytułem określa się przynajmniej parę tysięcy miejscówek, ale niech im będzie. Mieliśmy co prawda cztery godziny, a trasa była obliczona na pięć, ale wszyscy wiemy, że te czasy liczy się idąc na uszach. Poza tym plan był taki, żeby dojść, strzelić fotkę, zameldować się na fejsie, a lajki liczyć już w domu. Tempo narzuciłem dość ostre, więc po półtorej godziny byliśmy już na miejscu.

Gdzie wisiała czarna flaga, wiało rekinami a przy brzegu stał szereg ratowników z gwizdkami. Dodatkowo zapociło mi obiektyw w trzymanym w kieszeni tablecie, więc musieliśmy robić zdjęcia tą pikselozą do selfie. Ale nic nie szkodzi, bo i tak nie było ładnie. Zwinęliśmy się zatem zaraz po fotkach i byliśmy z powrotem jakąś godzinę przed wypłynięciem łodzi z portu. W sam raz, żeby się spakować, załatwić wszystkie formalności i bez pośpiechu udać się na przystań. My zamiast tego poszliśmy na piwo, dzięki czemu musieliśmy potem biec w klapkach po piasku przez pół zajebanego ludźmi miasteczka, targając nasze toboły w rękach i modląc się, żeby łódź jednak na nas zaczekała. Zaczekała.

Wróciliśmy epicko głodni, zatem Livia postanowiła zabrać mnie do najbardziej brazylijskiej pizzerii w Rio. Właściwie nawet nie brazylijskiej, bo w takim São Paulo podobnież je się pizzę w sposób cywilizowany – bez ketchupu i raczej rękoma. Ale my byliśmy w Rio, a ja miałem spróbować pizzy a la carioca. Była z nami koleżanka Livii, Fran, której trochę nie rozumiałem, bo mówiła dość cicho. Trzy dni wcześniej w rodzinnym mieście Fran policja zatrzymała mężczyznę przewożącego w samochodzie osobowym bazookę. To mi w kwestii „co tam?” zupełnie wystarczyło – skrupulatnie skupiłem się na menu. Gdzie, jak odkryłem, można było zamawiać pizzę na kawałki.

Pizzę jadam niezbyt często, a jak już, to Capricciosę. Zamówiłem sobie zatem kawałek, po czym Livia wyrwała mi menu, stwierdziła, że jestem nudny i że to ona będzie mi zamawiać. Zaczęło się nawet niewinnie. Najpierw wjechał kawałek z jajkami na bekonie. Jestem mężczyzną, więc nawet nie oponowałem. Potem wpadła pizza z krewetkami. Krewetki akurat lubię, ale poprosiłem, żeby sobie uważała, bo tuńczyka nie przełknę, a o anchois nawet nie chcę słyszeć. Gdy wjechał kawałek z cykorią, apetyt jakoś tak mi się skończył. Dyplomatycznie stwierdziłem, że jestem już po trzech kawałkach i że niezdrowo się przejadać. Wtedy dziewczyny wpadły na pomysł deseru, czyli pizzy na słodko. Zaoponowałem, z miejsca deklarując, że ananas na pizzy to pomysł absolutnie nieprzełykalny.

– Nie ma problemu, skoro nie lubisz ananasa, to ananasa nie będzie.

Po dwudziestu minutach kelner przyniósł cztery kawałki: z bananami w cynamonie, z marmoladą z guawy, z truskawkami w czekoladzie oraz z masą kajmakową posypaną wiórkami kokosowymi.

Wybiegłem do toalety.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Multi-kulti, czyli gwałt na pizzy

    1. Cała Brazylia musiałaby być w ciąży. Oni to naprawdę jedzą. Jak im powiedziałem, że pizza to ma być fast food ociekający tłuszczem z solą, to zaproponowały mi pizzę posypaną frytkami i hamburgerem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s