Duża Wyspa grandzi

Brazylia Brazylią, Rio de Janeiro Rio de Janeiro (tak, to jest narzędnik), ale to miały być wakacje, a nie przedzieranie się przez parę milionów ludzi za pomocą poszóstnych połączeń autobusowych. Livia zapowiedziała więc, że zabierze mnie do raju, żebym sobie odpoczął. Wsieliśmy w autobus z Flamengo na Lapę, potem przesiadka na dworzec, następnie 150 km i już byliśmy w porcie. Potem tylko pół godziny łódką wylądowaliśmy na miejscu. Z tą łódką to też były jaja, bo laska która sprzedawała nam bilety, zapomniała zrobić nam rezerwacji w systemie. Na szczęście załapaliśmy się na dwa ostatnie miejsca. Ale jakbyśmy tak na ten przykład mieli dziecko, to by w tym porcie zostało.

1495127_10206078324619432_5693995547670021368_o

No, ale dotarliśmy do Porto Abraão i zaczęliśmy wędrówkę w poszukiwaniu hostelu. Było około dwóch googolplexów stopni Celsjusza i wilgotno jak w krakowskiej kamienicy, drogi zaś składały się z piasku posypanego warstwą piasku, więc ujebany byłem po pachwiny. Z nieopisaną radością przyjąłem fakt, iż w hostelu nie mogliśmy się umyć, bo od trzech dni nie padało i nie było wody. Ale w sumie było wifi, więc nie było tak źle.

10155904_10206086775670703_7748025674915401981_n

Poszliśmy na plażę, żeby się orzeźwić, umyć i przestać śmierdzieć. Czystość i higiena były najwyraźniej lokalnymi priorytetami, bo na ścianie przy głównym skrzyżowaniu ktoś umieścił wielki napis „Uprasza się o nieoddawanie tutaj moczu z łaski swojej”, trzy metry obok widniało zaś „Ani tutaj”, które potwarzało się już do końca ściany. Na plaży było ponoć ładnie, ale nie założyłem soczewek, więc nie mogę potwierdzić. Po tej całej saunie praktycznie nie wychodziłem z wody, ale że zapomniałem przykryć głowę, dostałem chwilowego nowotworu mózgu. Reszty dnia nie pamiętam.

988930_10206082099353798_2044228675174723559_n

Następnego dnia mieliśmy szczęście, bo poprawiła się pogoda. Rano co prawda myliśmy jeszcze zęby zakupionym w tym celu piwem, ale jak tylko wyszliśmy z domu, lunęło deszczem. Dawało to perspektywy na wieczorny prysznic. Tymczasem jednak postanowiliśmy zwiedzić wyspę. Safety first, więc popytaliśmy w miejscowym biurze turystycznym:

– A ten szlak tutaj, proszę Pana, to ładny jest?
– No ładny, ale to jest jakieś 14km, a w południe może być gorąco. Macie Państwo zapasy jedzenia i picia? – zainteresował się przewodnik.
– Proszę się nie martwić, jesteśmy przygotowani – rezolutnie odrzekła Livia.
– No, to za stadionem w prawo, a potem to już są oznaczenia. Powodzenia!

Ruszyliśmy. Coś jednak nie dawało mi spokoju.

– Livia, to ile my tych zapasów mamy?
– Mam butelkę wody i dwa batoniki muesli. Ale jakby co to się podzielę.

Weszliśmy w dżunglę.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Duża Wyspa grandzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s