Blitzkrieg, Weltschmerz, Lebensangst

Czyli wpis o charakterze nacjonalistyczno-klasowym

Dnia szóstego, zaraz po Patong, stwierdziliśmy, że widzieliśmy już wszystko, co było do zobaczenia. I to nie tylko w zakresie Phuket, ale całej cywilizacji humanitarno-ludzkiej. Oraz że pora spakować plecak i jechać w tajskie Bieszczady. Wybraliśmy Khao Sok – takie ichniejsze Ustrzyki Górne. Zadupie, że nawet magdonalda nie było, nie mówiąc już o wifi w domkach, ale mieliśmy moskitierę, prąd był przez większość czasu, a wieczorem małpy z lasu wokół dawały koncert. Spać nam się jakoś odechciało, bo łóżko dostaliśmy wspólne, więc walnęliśmy po Changu na balkonie i zstąpiliśmy ku osadzie.

10262222_10203858645008829_3387874968316566601_n

Tajów w niej wielu nie mieszkało. Tyle jeno, coby domków pilnować i myto ściągać z turystów. Bo większość populacji stanowili właśnie backpackerzy i inne wagabundy, co skutkowało dość intensywnym życiem nocnym. Niektórzy byli w podróży już dobre parę lat, inni kończyli półroczne work&travel. W pierwszej karczmie, w której się zaokrętowaliśmy, odprawiały się jakieś urodziny z udziałem właściwie każdego, kto się przyplątał i umiał wymruczeć hepi bersdej. Wszyscy byli już lekko wylewni, szczerzy i bezkompromisowi, ale wkurwić mnie oczywiście musiał kto? Pierwszoplanowy niezależny bohater prywatnego kina drogi, dumny młody Niemiec:

10291855_10203858645488841_1763445637817737612_n

– Właśnie wracam z Australii, po roku pracy. Choć te całe pieniądze są przereklamowane. Najszczęśliwszy w życiu byłem, gdy byłem biedny!
– O, a to ciekawe, dajesz.
– Kiedyś przeliczyłem budżet i doszedłem do wniosku, że nie stać mnie na własny pokój w hostelu. Przez następny miesiąc musiałem mieszkać z innymi osobami, ale to było takie wyzwalające! Czułem się niezależny, bo tak niewiele potrzebowałem.
– Ty, ale bieda to nie jest jak masz budżet poniżej dolara dziennie?
– No, chyba nie wiesz, jak to jest dzielić pokój. Poza tym nie wyjeżdżaj mi z definicjami, bo tak gadać nie będziemy.

Wtedy Wiśnia wziął mnie na stronę i stwierdził, że ja chyba powinienem iść już do domu i że on mnie odprowadzi. W drodze powrotnej skarcił mnie, że się śmieję z Niemca, bo on zna w Sudanie kolesia z miotłą, który śmiałby się z mojego pojęcia braku hajsu. A z niego z kolei śmiałby się Somalijczyk, który co prawda nie wie, co to są pieniądze, ale za to bardzo chciałby mieć miotłę. Dodał, że żadna dyskusja nie zmieni faktu, iż dostaliśmy pokój małżeński, ale jest to jedyne łóżko w perspektywie następnych trzech dni i trzeba spróbować iść spać.

10341686_10203858642728772_8632658200060466459_n

Niemiec ten jednak musiał mnie mocno zdenerwować, bo rano obudziłem się ze sporą migreną. Na szczęście w planie był tylko kojący spacer po dżungli wśród cieni bambusów i współczujących porykiwań dziwnych zwierząt. Widziałem najdłuższy pochód mrówek w życiu oraz bardzo folklorystyczną kuchnię. W tym czasie Wiśnia opowiadał mi o swoim życiu i matematyce. To orzeźwiło mnie na tyle, że w drodze powrotnej zafundowaliśmy przygodnym turystom pokaz skakania po lianach.

Jest nawet filmik, ale się nie wrzuca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s