Wet bitches, czyli bicze wodne.

Niezmiernie dupne miałem ostatnio rajzy. Bo w naszym biznesie teleco, jak już się kupi kalesony na zmianę i odnajdzie czapkę, da się pogodę szczymać. Ale stać to mi się tak chce, jak, za przeproszeniem, bramkarzowi przed Frantikiem. Wprost marzyłem, żeby gdzieś dupę usadzić. I se wymarzyłem.

12. marca po niejakich zawirowaniach w pracy wsiadłem w busa na lotnicho. Godzinę. Potem samolot – dwie. Bus do Krosna – trzy i pół. Szybkie przepakowanie o północy, 40 minut drzemki i bus do Wrocławia. Osiem. Kurwa. Godzin. I jeszcze trzy do Świeradowa Zdroju. Płonące poślady jak w Heroes 3.

Gdybym mógł spać, to śniłbym o drzemce, koniecznie na brzuchu. Ale zaczął się obóz MMA. Krew, pot i solanka. This was my vacation. Dwa dwugodzinne treningi dziennie, potrójne dokładki przy posiłkach i 18km marszu po górach. Nigdy, ale to nigdy nie zgadzajcie się, żeby instruktor muay thai pokazywał na Was ciosy łokciem. Po rozgrzewkowym meczu piłki nożnej do teraz liżę rany. A do abstynencji nic tak mnie nigdy nie przekonało jak sparringi w stójce po nocce z bro.

Za to wieczorami… Kwadrans pod biczami wodnymi, potem dwadzieścia minut w jaccuzi z solanką i trzy serie sauny przeplatane cebrem. Pod tym cebrem, zawierającym jakiś hektolitr wody w stanie półstałym, stawało się i ciągnęło za niepozorny łancuszek, dokonując autoegzekucji. Szok to był i trauma jak przy porodzie, ale i wychodził człowiek nowonarodzony.

Dodatkiem był aspekt duchowy. Mieliśmy bowiem takiego Templariusza, któren to przekonywał nas, że w średniowieczu właściwie każdy chciał być przesłuchiwany przez inwizycję. Jako że poruszaliśmy też tematy krucjat, kontrowersyjnych zachowań kleru oraz tolerancji wobec orientacji homoseksualnych, debaty były zajmujące i trudno było narzekać na nudę. Drugiego dnia wyczerpaliśmy jednak sferę sacrum i opowiadaliśmy sobie dowicpy o makowcu. To Wam kiedyś opowiem prywatnie.

Padł pomysł, żeby przed przyszłym obozem zadać obowiązkową lekturę, albo przynajmniej rzucić temat. Taka na przykład słuszność odebrania Plutonowi statusu planety – można się nie tylko spierać, ale i napierdalać. No, ale cztery dni minęły jak w pysk strzelił, trzeba było wracać. Przez Kraków, więc jeszcze ostro poćwiczyłem portugalski.

Po dwóch godzinach siedzenia w samolocie i godzinie w busie marzyłem o tym, żeby sobie w końcu stanąć przy stoisku z kartami. Następnego dnia Osama wcisnął mi kluczyki i powiedział „Dziś Ty prowadzisz”.

Sześć godzin za kółkiem.

Reklamy

One thought on “Wet bitches, czyli bicze wodne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s