We gon hit em wit da left, hit em wit da right It’s a fight it’s a fight head bust ’em head bust ’em

Miałem pisać o wakacjach, ale w porównaniu z tym, co się tu w kraju dzieje, moje wyprawy to „Nad Niemnem”.

Wchodzę dziś na przystanek „Dworzec Główny” a tam gala WWE. Żul (190 cm, 70kg, 30 lat, zasięg spory) wyprowadza atak na Żulinę (140cm, 40 kg, 30 lat, zasięg żaden), która defensywnie klęka na chodniku i płacze. Widownia zaaferowana, w szczególności parę niuń. Wtedy na ring wbiega Łysy (160 cm, 60 kg, 30 lat, zasięg średni), rycersko przepychając Żula, sprzedając mu kilka weselniaków i umożliwiając Żulinie wycofanie się na z góry upatrzoną pozycję za rozkład jazdy. Gdzie ona sobie kwili, smarka i płaczliwie prosi, żeby go stamtąd zabrać. Nie, nie ucieka, nie odchodzi, stoi, kwili i patrzy jak Łysy rozmawia z Żulem:

Łysy: Wydupcaj mówię, bo Cię rozdupcę.

Żul: …

Dialog ten został przeprowadzony jakieś 20 razy, bez silenia się na synonimy, po czym Łysy się zdenerwował i wyprowadził roundhouse’a. Trafił czubkiem buta i Żul się przewrócił, ale tak chyba bardziej z uprzejmości, niż od ciosu. Łysy wielokrotnie ponowił żądania, a Żul w tym czasie wstał. Po 20 razach dostał haymakerem, ale już był chyba nawykł do lania. A Żulina stoi, patrzy, kwili, ale humor jej się tak jakby poprawił na widok spuszczanego Żulowi łomotu.

Jakoś tak zaczęło mnie to widowisko nużyć. Tym bardziej, że zauważyłem kałużę wymiocin, która podstępnie wpełzła mi pod buty.

Po zmianie miejsca i stoku przekleństw zobaczyłem Łysego ściganego przez policjanta. Krótko to trwało, bo glina był kawał chłopa, przerzucił Łysego przez biodro, rozciągnął na ziemi i zaobrączkował, prowadząc z nim krótki, acz emocjonujący dialog. Jakoś mi się to wydał nie do końca w porządku, ale na szczęście niunie zainterweniowały i powiadomiły pana władzę, iż Łysy stawał w obronie damy i nawet jeśli nieco się zapędził, to w dobrej wierze. Policjant poprosił o dalsze wyjaśnienia i zaprosił do zeznań, ale tu się niuniom przypomniało, że tak jakbym mają żelazko włączone i ziemniaki kipią. No, ale wtedy to nawet Żulina się zorientowała i poszła w sukurs obrońcy.

Niby 10 minut, a tyle dylematów moralnych.

Teoretycznie sprawa jest prosta – jebać Żula za bicie kobiety. Ale mam wrażenie, że ta Żulina taka niewinna do końca nie była. I czemu się nie oddaliła po zajściu? Stała za tym przystankiem i pewnie kwiliłaby, aż Łysy zajebałby Żula. Bo Łysy też się jakby nie hamował i nawet gdzieś dzwonił w międzyczasie. Raczej nie po policję. Policjant się machnął, to jasne, ale nie mógł mu Łysy, zamiast od psów wyzywać, wyklarować pomyłki i włuszczyć sprawy?

Tak więc stałem i nie bardzo wiedziałem, komu wpierdolić.

Bo ani żuli, ani łysych, ani policjantów jakoś szczególnie nie kocham.

A Wy co byście zrobili?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s