so let’s take a ride and see what’s mine

Ostatniemi czasy dorwałem rower, wielce okej, przez co znacznie mi się poszerzył horyzont zdarzeń. O jeziorko, przede wszystkim, gdzie pocinam oraz wyprzedzam. I zaczynam rozumieć Stardoga, wyścigi po parku i karmienie karakaskich szopów. Bo wcześniej, ze skruchą wyznaję, nie rozumiałem frajdy tej wcale. Teraz zaś wrzucam kalifornijski pank na słuchawy, szyję obwijam szalem, na dłonie zaś wzuwam rękawice. I popierdalam aż miło, dzwoniąc dzwonkiem na staruszki i wymijając wózki z dziećmi. A jak się zdyszę to oglądam łabędzie i czajki. Dobrze, że much jeszcze nie ma, bo bym miał całe zęby w chitynie, tak mi się ryj cieszy. A w nogach pompa.

Rowerem też, a jakże, uczęszczam na siłkę. Bo znalazłem i bywam co dzień. Oraz do pracy, w której to oficjalnie zostałem team leaderem tudzież kierownikiem. Żelaznym składem naszej tropa de elite są:

1. Ali Hassan – składa się głównie z brody i telefonu. Po angielsku mówi słabo, więc ćwiczę z nim norweski, przy czym lewo i prawo to dla niego pojęcia wymienne niezależnie od narzecza. Nieogar z niego wybitny, ale ma talent do wciskania SIMów. Poza tym zwykłe wisi na słuchawie lub śpi.

2. Mohamadnur – podstawowa cecha: nadgroliwość. Zawsze wypełnia wszystkie dane w formularzyku i podpisuje się na każdej rejestracji. Nie znam nikogo innego, kto to robi. Niby ogarnia, ale czasem trzeba go szukać po całym mieście. Ma abonament, więc jest łącznościowcem.

3. Łukasz – co-kierownik. Jest szansa, że to przeczyta, więc powiem tylko, że po wczorajszej imprezie boję się sadzać go za kółkiem.

4. Ja.

Mamy też doczepki, lecz to śliska sprawa. Jeździ z nami czasem Yonatan: dwa metry chłopa + chustka Tupaca, więc zajmuje mi siedzenie pasażera z przodu, czego nie lubię. Ale znoszę to jakoś, bo bywały gorsze uzupełnienia z rezerw.

Raz jechaliśmy z Yaensinem, Somalijczykiem przydzielonym jako kierowca. Na autostradzie przyspieszał do 160, po czym zaczynał analizować raport z dnia poprzedniego. Jeździć uczył się w UK, przez co miewał niekiedy skłonności do lewostronnego trybu jazdy. Wskaźnik paliwa mylił mu się też z temperaturą wody w chłodnicy. Gdy minął dwie stacje benzynowe przy dyszącej oparami rezerwie, poczułem się zmuszony przejąć stery. Trochę to Yaensina dotknęło, więc zaczął bić się z chłopakami w samochodzie. W trakcie jazdy.

Na szczęście rośnie mi estyma w zakładzie, toteż ostatnio dostaję wolną rękę. Podjeżdżam sobie na plac, oglądam łepków, dobieram, dzielę i rządzę.

Jeszcze tylko muszę tak zrobić, żeby mnie słuchali.

Reklamy

One thought on “so let’s take a ride and see what’s mine

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s