Hey, gratis! Special offer!

Można zmienić firmę, branżę, miasto i kraj. Ale od Hindusów nie uciekniesz. Pracuję z Adeelem, którego szefem jest Azil, którego szefem jest Roxan, którym dowodzi Sutha. Od czasu do czasu jeździmy z Osamą do obozu dla uchodźców. To są fajne dni, bo Osama jest naprawdę spoko gościem, a uchodźcy biorą najwięcej SIMów. Jestem w Norwegii piąty dzień i gadałem z jednym Norwegiem. Za to w Somalii mógłbym zakładać placówkę dyplomatyczną, tyle mam ziomków. W Sudanie, Indiach, Pakistanie i Etiopii też. Polaków też całkiem sporo odnalazłem i nawet mieszkam z kilkoma. Ale po kolei.

Wylądowałem kole 14.00, chyłkiem przemycając na pokład Ryanaira 3 kanapki z szynką. Zakupiłem też byłem wódę i fajki, żeby się za bilet zwróciło. Trochę ta moja podróż była improwizowana, bo nie znałem miasta i nie miałem mieszkania. Plecak miałem tak mały, że mi go w Ryanairze nawet nie ważyli, ale miałem kalesony, więc nie było beznadziejnie. Do biura dotarłem z buta, choć pojawiły się niejakie problemy z lokalizacją wejścia. Ale wszedłem, przedstawiłem się i powiedziałem, że biorę tę robotę.

Pierwszą noc miałem spędzić z Hindusami. Jeden nawet, śmiesznie kołysząc głową, nazwał mnie bratem i powiedział, że jutro muszę się wynosić. Jakoś go nie polubiłem. Uniosłem się godnością i tego samego wieczora, płacąc sumy bajońskie, szarpnąłem się na kawalerkę. Na dwa piękne dni. Teraz też nie jest źle, bo mam własny pokój. Tylko w kuchni powietrze jak z Krakowa, bo wszyscy, wliczając laskę w ciąży, palą cięgiem. Z siedliszcza do zakładu mam jakieś 40 minut z buta, co przy ostatnich przeprowadzkach daje mi maraton dziennie ekstra. Śpię przez to jak dziecko.

W robocie robię karierę: pierwszego dnia miałem trening, drugiego dnia zakończyłem okres próbny, trzeciego dnia dostałem awans. Jeździmy teraz z Osamą do obozu dla uchodźców, gdzie w godzinę wyrabiam sobie dzienną normę i szykuje mi się stanowisko team leadera. Czyli dowódcy. Coś mi przebąkują o samochodzie i, kłamać nie będę, cholerną mam na to nadzieję. Nie chodzi nawet o to, że mi nogi do dupy włażą, tylko o zimno.

Bo zimno tu jest pieruńsko. Pierwszego dnia kląłem na wszystkie byty wyższe, drugiego dnia założyłem kalesony, trzeciego dnia dołożyłem drugą parę spodni. Wczoraj kupiłem rękawiczki, dziś zgubiłem czapkę. Mam nadzieję, że jutro nie będzie za bardzo padać, bo mamy jurtę na Holmenkollen, a nieco tam zawiewa.

Z ciekawostek: widziałem ostatnio w mięsnym filety z kurczaka.

70 PLN za kilo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s